O Pomelo pisałam już wcześniej - Nie do wiary! - Rok temu. (Od jakiegoś czasu czeka na opisanie najukochańsza część "Pomelo śni"...).
Przygody Pomelo okazały się najlepsze do nauki czytania (pierwsze samodzielne lektury i 6latki, i 8latka). Nie przeszkadza nam zupełnie (zwłaszcza mnie), że zdecydowanie przekroczyliśmy wiek adresatów. Tym bardziej, że ta książka pokazuje, że nasze wyobrażenia o "końcu" i wyczerpaniu pewnych formuł mogą być mylące.
Jeśli myślicie, że to dla maluchów... Że "Moje" wyrosło z tych "książeczek", to poczekajcie aż te "wyrośnięte" dzieci pójdą do szkoły i zobaczycie co im zaserwują super poważne podręczniki szkolne... My właśnie otrząsamy się po pracy domowej (znowu MAC Edukacja!) i po burzy mózgów ile może ważyć zając na sterydach (?) czy dzik w wersji "kieszonkowej" (?).
W ramach antidotum na nieprzemyślane frazesy i pytania na które nie ma odpowiedzi (daruję Wam przykłady) - ożywcza bryza dowcipnej metody w przyglądaniu się światu i wzięcie w nawias tego, jak próbujemy go uporządkować....
Tylko co nowego można wymyśleć w kwestii "przeciewieństw"?! Wiadomo, że jak jedno jest białe to drugie jest czarne, że nogi są na dole i nisko a głowa na górze i wysoko... Tylko czy na pewno? Bo co znaczy "na lewo" i "na prawo" - od czego i dla kogo? Albo brzydkie i ładne czy marzenia i rzeczywistość?!
"Pomelo i przeciwieństwa" to nie tyle prosty katalog i kodeks dla niemowlaka jak ładnie posegregować świat. A raczej przekorna i pełna roziskrzonej kreatywności radość z tego, że każdy kij ma dwa końce i na dwoje babka wróżyła...
Znajdziecie tutaj kilka oczywistości, garść niespodzianek, moc poczucia humoru i kpiny z "dorosłych" oczekiwań posegregowania świata. Do tego - jak zawsze w przypadku niezawodnych twórców Pomelo - kropla filozofii i potężny bagaż doceniania dziecka jako inteligentnego, myślącego i dowcipnego odbiorcę. Niech moc Pomelo będzie z nami...
Jest tego dużo więcej... Aby docenić finezję i dowcip niektórych zestawień warto chyba poznać perypetie słonia w grejpfrutowym kolorze. Jest fantastosłoniczny! I cały czas w formie.
Dziękujemy wydawnictwu za książkę.
"Pomelo i przeciewieństwa" tekst: Ramona Bădescu, ilustracje: Benjamin Chaud, tłum. Katarzyna Skalska. Wydawnictwo Zakamarki, 2013.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
ja przez te Zakamarki to chyba z torbami pójdę....;)) uwielbiam Pomelo!
OdpowiedzUsuńPodejrzewam, że w kontekście książki, o której teraz myślę, obydwie trafiłybyśmy do tej samej kategorii "narwańcy"... :)
UsuńTa książeczka wygląda świetnie na tle innych lektur o przeciwieństwach dostępnych na księgarskich półkach :) zmusza do pomyślunku, a nie tylko pokazuje, że coś jest duże albo małe :) Bardzo ciekawa propozycja nie tylko dla całkiem małych czytelników. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńZmusza :) Zwłaszcza dużych o tym jak myślą o dzieciach... (oby...).
UsuńTakże pozdrawiamy!
Chyba grejpfrutowym? :-)) A jeśli chodzi o Pomelo to w książeczce jest dużo nieścisłości i niekonsekwencji. Dlaczego ładne mają być długie trąby i małe uszy a nie na odwrót? Może wszystko jest ładne jak się kogoś lubi? A wypukłe - wklęsłe? Przecież łupinka od orzecha właśnie odwrotnie się zachowuje: jak jest wklęsła to można do niej wejść, jak jest wypukła to można się pod nią schować... A konno? Chyba ślimaczo skoro na drugiej karcie mamy żółwio...
OdpowiedzUsuńDzięki! (poprawione:) Widoczny znak tego, że przydałby się i korektor (i redaktor:)
UsuńA nieścisłości i niekonsekwencje? Oj, Pomelo to uwielbia - podobnie jak postrzeganie świata po dziecięcemu, wbrew temu, jak my dorośli sobie go poukładaliśmy. Jest nieprzewidywalny...
Też to słyszałam od Szanownego Wydawcy :-)) Mnie to chyba nie przekonuje, a niestety nie znam francuskiego i nie sprawdzę czy tłumacz się spisał czy nie :-) W każdym razie (abstrahując od słów) lubię też jak ilustrator dobrze komunikuje lub komentuje treść książki - tutaj z tym słabiutko... Ale przyznać muszę, że niektóre ilustracje są urocze: być vs mieć. I generują dyskusję w całkiem dorosłym gronie czytelników :-)
OdpowiedzUsuńJa także nie jestem w stanie ocenić przekładu.
UsuńNie wiem co według Ciebie oznacza "jak ilustrator dobrze komunikuje czy komentuje treść książki" - tutaj chodzi raczej o współpracę obudwu instancji i wydobywanie nieoczywistych znaczeń, w y d a j e m i się, że bliskich sposobowi widzenia świata przez dziecko. Wolałabyś "reprodukowanie" znaczeń w warstwie tekstu i obrazu? Dlaczego "słabiutko"?
A przywołując Twoje słowa :) >>Może wszystko jest ładne jak się kogoś lubi?<<
Nie widzę w przykładach nieścisłości, a dziecięce, nieoczywiste, zaskakujące, prowokując do rozmów zderzenie słowa i obrazu, który czasem kieruje nas w zupełnie innym kierunku niż byśmy mogli się spodziewać...
No to jest nas dwie, co francuskiego nie znają :-) Dla mnie ideałem jest Tove Jansson - w jej książkach ilustracje stanowią integralną część książki. W Pomelo mam wrażenie, że ilustrator (bądź autor teksu - zależy co było pierwsze) nie do końca się porozumieli. Nie mam już tej książki (dostała się w łapy małego człowieka) ale z tego co pamiętam drażniło mnie np. daleko - blisko (chyba jeden rysunek powinien być malutki? oba są w tym samym rozmiarze), to co zrobiono z marchewką (banalne - nietuzinkowe) i bodajże z rzodkiewką (Pomelo przebrany za rzodkiew jest "podróbką" a dlaczego nie jest "nietuzinkowy"??). Być może książka "pracuje" dobrze z dziećmi, być może ja mam zbyt racjonalny umysł, aby docenić jej urok.
OdpowiedzUsuń