"Jaś i Małgosia". Sybille Schenker i jej wizja jednej z najpopularniejszych baśni. Kontrasty, groza, podkreślone najważniejsze motywy i znaki. Nie-kolorowo, na opak z "łagodnością" i tym, co rzekomo "najlepsze" dla dzieci. Kolejne strony, karty w książce jak warstwy znaczeń, do których docieramy pracując z tekstem. Czasem to zajmuje lata, niekiedy łaska zrozumienia spada na nas szybciej. Niespełna siedmiolatek buntuje się przeciw "wygładzonym" wersjom baśni braci Grimm.
"Jaś i Małgosia" to baśń o lękach, które nie są obce i szczęśliwym dzieciom, żyjącym w aurze bezpieczeństwa i - zdawałoby się - beztroski. Dorośli bardzo szybko ferują wyroki o tym, jak to fantastycznie jest być dzieckiem i nie mieć zmartwień, jakie są "lepsze" (czyli łatwiejsze dzieci), a które skazuje się "na zesłanie" gdzieś na margines uwagi. O zgrozo, czynią to nauczycielki.
Siedmiolatek mobilizowany do samodzielności zdradza czasem swoje obawy "A wrócicie po mnie?", "Gdzie będziecie?". Wbrew pozorom baśń nie jest "bajeczką".
Sybille Schenker wydobywa w swojej wizji "Jasia i Małgosi" to, co w jej interpretacji najważniejsze: znacznie postaci macochy i Baby Jagi, motyw wciąż powracających ptaków niszczących to, co mogło uratować Jasia i Małgosię i zwodzących parę błądzących dzieci. Koślawy, napawający grozą paluch kobiety i czarownicy, paluszek tuczonego Jasia i jego fortel. Dzielność Małgosi i radość dzieci ze zwycięstwa. Obok - niemi świadkowie ich sukcesu.
Książka, której czar opiera się na koncepcie Sybille Schenker - grze światła i cieni, grozie czerni i ułudzie koloru, pomyśle z przezroczystymi kalkami, odsłaniającymi kolejne tajemnice baśni pokazuje także to, jak książka dla dzieci zmaga się ze swoją formą. Coraz bliżej jej do tego, co kiedyś było zarezerwowane dla "Book Art" - książki artystycznej, niskonakładowej. Ale o tym, już innym razem.
Więcej prac Sybille Schenker na jej stronie http://cargocollective.com/sybille
"The Brothers Grimm. Hansel and Gretel" il. Sybille Schenker. Michael Neugebauer Publishing, 2011.
Eliza Pieciul-Karmińska, autorka nowego tłumaczenia baśni Grimmów,
zbiera informacje na temat współczesnego odbioru tych baśni w Polsce.
Prosi o wypełnienie ankiety na ich temat.
Odpowiedzi proszę wysłać na adres mailowy Elizy: eliza.karminska@amu.edu.pl
1) proszę wymienić 3 najbardziej ulubione baśnie
2) proszę wymienić 10 najbardziej znanych baśni braci Grimm
3) proszę dokończyć zdania:
a) “Baśnie braci Grimm są…”
b) “Lubię baśnie braci Grimm, gdyż...”
c) “Nie lubię baśni braci Grimm, gdyż...”
4) którą baśń najbardziej lubisz/cenisz?
5) której baśni nie przeczytałabyś swojemu dziecku?
6) którą baśń, o ile Twoje dzieci znają baśnie braci Grimm, lubią najbardziej?
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Według mnie to dzieło sztuki, gdzie można kupić tę książkę?
OdpowiedzUsuńJaka wspaniała! Też jestem ciekawa, da się kupić w Polsce?
OdpowiedzUsuńKsiążki na razie nie ma w Polsce, ale kto wie?
OdpowiedzUsuńW Polsce niewątpliwie jest jeden egzemplarz. ;-) Zaiste ciekawy.
OdpowiedzUsuńAnkieta E. PK. skłoniła mnie jednak do przyznania się (przed sobą), że baśnie braci Grimm nie były dla mnie w dzieciństwie szczególnie istotne i pamiętam z tamtych czasów jedną czy dwie, głównie pod postacią kubastovych książek przestrzennych. O wiele bliższe były jednak jaśniejsze i prostsze bajki słowiańskie ze "Śpiewającej Lipki" i Andersen - głęboko poruszający (oczywiście wg wizji Szancera).
A ja muszę przyznać się (już publicznie?), że "Śpiewającej Lipki" nie znałam, Andersena pamiętam słabo (pojedyncze baśnie). Lekturę Grimmów pamiętam wszystkimi zmysłami (utkwiła mi w głowie nawet pogoda w dni, w które wracałam do "zielonych" tomów). Pejzaże dzieciństwa to bardzo indywidualna sprawa - widać jak dużo zależy od tego, co dorośli przynieśli dzieciom do domu :)
OdpowiedzUsuńSprawdza się więc Zorro Twoja teoria o tym, jak procentuje zainteresowanie "dużych" książką dla dzieci?
"Jedną czy dwie" to oczywiście przesadziłam. Znałam wszystkie najbardziej znane, ale nie utożsamiałam ich z konkretnymi tekstami / książkami, lecz bardziej z przekazem. Może właśnie tak, jak miały być odbierane drzewiej? Na pewno porzucone w lesie dzieci miały swoją siłę oddziaływania, bo wielokrotnie śniło mi się, żem w lesie porzucona, szukam rodziców lub ludzi w ogóle, docieram do domu (choć nie z piernika, lecz szkła), a tam nikt nie chce mnie przygarnąć. Choć z drugiej strony, może to odwrotnie - baśnie ubierają w literackie szaty lęki istniejące od zawsze. W przypadku "Lipki" opowieści kojarzę z tą i konkretną książką.
OdpowiedzUsuńJestem za tą drugą opcją :) "baśnie ubierają w literackie szaty lęki istniejące od zawsze"
OdpowiedzUsuńTo kontrargument także dla tych, którzy chcą chronić (na siłę) dzieci przed ich brutalnością.
Grimmów kojarzę z jakąś pierwotną siłą i mocą opowieści (także tych opowiadanych "w kręgu"). A już baśnie słowiańskie, a może najbardziej rosyjskie - z humorem i absurdalnym dowcipem (którego przecież też nie brak u Grimmów). Ale to podobno lęk związany jest z najsilniejszymi instynktami (punkt wyjścia do dyskusji o fenomenie popularności horrorów i serii o wampirach ;)