30 kwietnia 2012

Grimmowie - kolejna odsłona


"Jaś i Małgosia". Sybille Schenker i jej wizja jednej z najpopularniejszych baśni. Kontrasty, groza, podkreślone najważniejsze motywy i znaki. Nie-kolorowo, na opak z "łagodnością" i tym, co rzekomo "najlepsze" dla dzieci. Kolejne strony, karty w książce jak warstwy znaczeń, do których docieramy pracując z tekstem. Czasem to zajmuje lata, niekiedy łaska zrozumienia spada na nas szybciej. Niespełna siedmiolatek buntuje się przeciw "wygładzonym" wersjom baśni braci Grimm.




"Jaś i Małgosia" to baśń o lękach, które nie są obce i szczęśliwym dzieciom, żyjącym w aurze bezpieczeństwa i - zdawałoby się - beztroski. Dorośli bardzo szybko ferują wyroki o tym, jak to fantastycznie jest być dzieckiem i nie mieć zmartwień, jakie są "lepsze" (czyli łatwiejsze dzieci), a które skazuje się "na zesłanie" gdzieś na margines uwagi. O zgrozo, czynią to nauczycielki.
Siedmiolatek mobilizowany do samodzielności zdradza czasem swoje obawy "A wrócicie po mnie?", "Gdzie będziecie?". Wbrew pozorom baśń nie jest "bajeczką".

Sybille Schenker wydobywa w swojej wizji "Jasia i Małgosi" to, co w jej interpretacji najważniejsze: znacznie postaci macochy i Baby Jagi, motyw wciąż powracających ptaków niszczących to, co mogło uratować Jasia i Małgosię i zwodzących parę błądzących dzieci. Koślawy, napawający grozą paluch kobiety i czarownicy, paluszek tuczonego Jasia i jego fortel. Dzielność Małgosi i radość  dzieci ze zwycięstwa. Obok - niemi świadkowie ich sukcesu.

Książka, której czar opiera się na koncepcie Sybille Schenker - grze światła i cieni, grozie czerni i ułudzie koloru, pomyśle z przezroczystymi kalkami, odsłaniającymi kolejne tajemnice baśni pokazuje także to, jak książka dla dzieci zmaga się ze swoją formą. Coraz bliżej jej do tego, co kiedyś było zarezerwowane dla "Book Art" - książki artystycznej, niskonakładowej. Ale o tym, już innym razem.















Więcej prac Sybille Schenker na jej stronie http://cargocollective.com/sybille
"The Brothers Grimm. Hansel and Gretel" il. Sybille Schenker. Michael Neugebauer Publishing, 2011.


Eliza Pieciul-Karmińska, autorka nowego tłumaczenia baśni Grimmów, 
zbiera informacje na temat współczesnego odbioru tych baśni w Polsce. 
Prosi o wypełnienie ankiety na ich temat. 

Odpowiedzi proszę wysłać na adres mailowy Elizy: eliza.karminska@amu.edu.pl 


1) proszę wymienić 3 najbardziej ulubione baśnie 

2) proszę wymienić 10 najbardziej znanych baśni braci Grimm 

3) proszę dokończyć zdania: 

a) “Baśnie braci Grimm są…” 

b) “Lubię baśnie braci Grimm, gdyż...” 

c) “Nie lubię baśni braci Grimm, gdyż...” 

4) którą baśń najbardziej lubisz/cenisz? 

5) której baśni nie przeczytałabyś swojemu dziecku? 

6) którą baśń, o ile Twoje dzieci znają baśnie braci Grimm, lubią najbardziej?

7 komentarzy:

alguna pisze...

Według mnie to dzieło sztuki, gdzie można kupić tę książkę?

Książkozaur pisze...

Jaka wspaniała! Też jestem ciekawa, da się kupić w Polsce?

poza rozkładem pisze...

Książki na razie nie ma w Polsce, ale kto wie?

Pani Zorro pisze...

W Polsce niewątpliwie jest jeden egzemplarz. ;-) Zaiste ciekawy.
Ankieta E. PK. skłoniła mnie jednak do przyznania się (przed sobą), że baśnie braci Grimm nie były dla mnie w dzieciństwie szczególnie istotne i pamiętam z tamtych czasów jedną czy dwie, głównie pod postacią kubastovych książek przestrzennych. O wiele bliższe były jednak jaśniejsze i prostsze bajki słowiańskie ze "Śpiewającej Lipki" i Andersen - głęboko poruszający (oczywiście wg wizji Szancera).

poza rozkładem pisze...

A ja muszę przyznać się (już publicznie?), że "Śpiewającej Lipki" nie znałam, Andersena pamiętam słabo (pojedyncze baśnie). Lekturę Grimmów pamiętam wszystkimi zmysłami (utkwiła mi w głowie nawet pogoda w dni, w które wracałam do "zielonych" tomów). Pejzaże dzieciństwa to bardzo indywidualna sprawa - widać jak dużo zależy od tego, co dorośli przynieśli dzieciom do domu :)
Sprawdza się więc Zorro Twoja teoria o tym, jak procentuje zainteresowanie "dużych" książką dla dzieci?

Pani Zorro pisze...

"Jedną czy dwie" to oczywiście przesadziłam. Znałam wszystkie najbardziej znane, ale nie utożsamiałam ich z konkretnymi tekstami / książkami, lecz bardziej z przekazem. Może właśnie tak, jak miały być odbierane drzewiej? Na pewno porzucone w lesie dzieci miały swoją siłę oddziaływania, bo wielokrotnie śniło mi się, żem w lesie porzucona, szukam rodziców lub ludzi w ogóle, docieram do domu (choć nie z piernika, lecz szkła), a tam nikt nie chce mnie przygarnąć. Choć z drugiej strony, może to odwrotnie - baśnie ubierają w literackie szaty lęki istniejące od zawsze. W przypadku "Lipki" opowieści kojarzę z tą i konkretną książką.

poza rozkładem pisze...

Jestem za tą drugą opcją :) "baśnie ubierają w literackie szaty lęki istniejące od zawsze"
To kontrargument także dla tych, którzy chcą chronić (na siłę) dzieci przed ich brutalnością.
Grimmów kojarzę z jakąś pierwotną siłą i mocą opowieści (także tych opowiadanych "w kręgu"). A już baśnie słowiańskie, a może najbardziej rosyjskie - z humorem i absurdalnym dowcipem (którego przecież też nie brak u Grimmów). Ale to podobno lęk związany jest z najsilniejszymi instynktami (punkt wyjścia do dyskusji o fenomenie popularności horrorów i serii o wampirach ;)