24 stycznia 2013

Tabu...


Miało być o tabu. Także w literaturze dla dzieci.  Zamierzałam kontynuować tematy, które pojawiły się przy okazji poprzedniego wpisu. I będzie o "tabu". Także. I trochę z innej strony...

Na razie rzeczowe pisanie o książce "Tabu w literaturze i sztuce dla dzieci" musi poczekać. Dyskutowanie na różne tematy, które można zaklasyfikować do przestrzeni "tabu" zajmuje za dużo czasu. Dziś będzie o tabu "w praktyce". O tym, co dwie "niby-te-same" książki potrafią zrobić z drażliwym (jak pokazuje rzeczywistość) tematem. "Skąd się biorą dzieci?"




Pierwsza, wydana w 2004 roku, przez "Naszą Księgarnię" ma swoją bogatą historię, także jeśli chodzi o głosy i odbiór czytelników (i badaczy). Ilustracje Pawła Pawlaka - według mnie - pełne ciepła i dowcipu, bywało, że bulwersowały zaskoczonych rodziców. "Scena łóżkowa"  jednych szokowała (przecież dzieci nigdy nie widują swoich rodziców nago?!), inni zarzucali jej konserwatyzm (słynna "pozycja misjonarska" i rzekoma Biblia leżąca na stoliczku w szkicu badaczki literatury dla dzieci).

 




Książka, którą wydało w ubiegłym roku wydawnictwo Literatura udowodniła, jak dalece odważna była wizja Pawła Pawlaka...

Nie wiem na ile najnowsza produkcja Literatury jest wypadkową wizji ilustratorki, a na ile wypełnieniem oczekiwań wydawnictwa. Pominę niuanse dotyczące typografii i relacji tekst-obraz. Skupcie się nad tym, jak obraz prowadzi i tłumaczy dziecku, na ile pomaga rodzicowi (w końcu chyba tego oczekujecie od takich książek?) wkroczyć na ten "niebezpieczny" teren relacji pomiędzy płciami, seksualności i szczegółów technicznych rozmnażania. Mnie akurat trafiły się dość dociekliwe dzieci i ilustracje, w których rodzice z wiersza Brykczyńskiego dotykają się jedynie policzkami szczerze mnie rozbawiły. Innych pozostawią bezradnymi...




Zero nagości, mocno metaforyczny obraz "roju nasionek rączych" i jajeczka, żadnych dzieci pojawiających się między nogami...

(...) to dorośli odbierają to, co nazywamy tabu, jako tabu. Dzieci nie rozumieją, że istnieją kwestie, o których się nie rozmawia, dopóki dorośli im tego nie powiedzą lub nie pokażą. (C.Sehested, "Tabu w książkach z obrazkami. O rozmawianiu z dziećmi na temat książek" [w:] "Tabu w literaturze i sztuce dla dzieci", pod red. B.Sochańskiej i J.Czechowskiej, wyd. Media Rodzina, 2012)

I jeszcze jedna sprawa. Krytyka wydawnictwa, z którym "się współpracuje". Wbrew wyobrażaniom niektórych to nie jest tabu. W większości przypadków lepiej pisać po prostu o tym, po co warto sięgnąć. Czasem można ostrzegać. Zwrócić uwagę, że ikonki nagród, które sobie przypisuje wydawnictwo należą się innej książce. Bo wyróżnienie w konkursie "Świat przyjazny dziecku" i wyróżnienie Donga z 2004 roku należą się książce "Skąd się biorą dzieci?" napisanej wprawdzie przez tego samego autora - Marcina Brykczyńskiego, ale zilustrowanej przez Pawła Pawlaka i wydanej przez Naszą Księgarnię.


"Skąd się biorą dzieci?" Marcin Brykczyński, il. Paweł Pawlak. Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2004.
"Skąd się biorą dzieci?" Marcin Brykczyński, il. Iwona Cała. Wydawnictwo Literatura, 2012.

31 komentarzy:

zakładka pisze...

Iwona Cała schowała temat pod kołderkę pruderii;) Jak widać na ilustracji dosłownie. Rodzice też wydają się zadowoleni, że za dużo to nie widać... Chyba wolę starą wersję Pawlaka, to dobry przykład, że można mówić o "tych tematach" z wyczuciem, ciepłem i bez niepotrzebnej krępacji. Nie chodzi w końcu o epatowanie nagością, ale o część życia, która po prostu jest.
Ciekawe, czemu książka dostała nowe ilustracje.

Evie pisze...

Temat na czasie u nas ostatnio... I bardzo się cieszę, że go przedstawiłaś w ten sposób. Faktycznie coś w tym jest, że coraz bardziej kryjemy przed dziećmi to, jak naprawdę skonstruowany jest świat i jakimi prawami natury się rządzi. Nie podoba mi się ta "nowa" forma książki, absolutnie! Czemu nie rozmawiać z najmłodszymi szczerze, czemu mamy omijać niewygodne dla nas, dorosłych (!), a prawdziwe tematy lub przedstawiać je w taki oszukany sposób? Już wynajduję wydanie ilustrowane przez Pana Pawlaka. Widać, że facet się nie boi "co ludzie powiedzą"... Ma tupet, i tyle! ;) Lubię gościa jeszcze bardziej.

poza rozkładem pisze...

Sprawa nowych ilustracji wiąże się pewnie z zagadnieniem praw do tychże. Nie wiem. Bardziej zastanawia mnie to, czemu dostała TAKIE ilustracje, które jak widać NIC nie mówią, a wiersz Brykczyńskiego specjalnie edukacyjny nie jest...

poza rozkładem pisze...

Wiesz, ja nie czuję, żeby "kryła się" przed dziećmi ;) Mam swoją teorię, że lepiej teraz otwarcie i szczerze, kiedy sprawa nagości jest jeszcze czymś naturalnym, a normy naszej kultury jeszcze nie są żywo przyswojone, bo potem jest z reguły za późno...
A czy kultura, w której żyjemy coraz więcej "zakrywa" przed dziećmi? hmmm... jeśli rozejrzymy się po billboardach na ulicy jest wręcz przeciwnie. Tylko dlaczego nagość ma kojarzyć się z marketingiem i sprzedażą (wszystkiego)?

Czym jednak uzasadniony jest ten krok "w tył" wydawnictwa?
(pomijam fakt, że ta książka w takiej formie jest po prostu kiepska...)

Olga pisze...

poszukam zatem starszej książki, bo faktycznie rodzice połączeni policzkami nie wydają mi się dobrym punktem do rozpoczęcia rozmowy... swoją drogą z dumą wspominam mój rodzinny dom, gdzie pod koniec lat 80. najpierw były dwie broszurki tłumaczące, skąd się biorą dzieci (nie mam pod ręką, nie sprawdzę wydawnictwa) a chwilę później "Encyklopedia wychowania seksualnego dla nastolatków". może i tata mniej potrafił rozmawiać z nami o seksie (od mamy), ale pomocna literatura zawsze była. i u mnie też będzie.
pozdrawiam serdecznie, gratulując bardzo ciekawego miejsca w blogosferze!

Rzeżucha pisze...

Tekst jest kiepski. Z ilustracjami Pe Pawlaka można go bronić. W drugim wydaniu nie zostało już nic.

poza rozkładem pisze...

Dzieki :)

Zrobiłam mały przegląd tych książek, które są w naszym domowym użytku:
http://www.lodzkiemamy.pl/index.php/poczytaj-mi-mamo/513-piekne-ksiazki-na-trudne-tematy-plciowosc

Ale wiem, że książka to dopiero punkt wyjścia. Przynajmniej ja tak chcę :)

poza rozkładem pisze...

Ten tekst jakoś nigdy mi nie przeszkadzał (był dla mnie zupełnie przezroczysty), bo mamy to pierwsze wydanie.

Razi mnie w oczy epatowanie logotypami nagród, które nowszemu wydaniu się nie należą...

aneta pisze...

A ja znowu wyciągam "Mama zniosła jajko", bo mam zapotrzebowanie na kamasutrę dla dzieci;)

poza rozkładem pisze...

Ty czy dzieci ;)?

My okupujemy biblioteczny egzemplarz. I chyba raczej jesteśmy na etapie "Piotrusia, Kasi i maleństwa". Z biblioteki wypożyczyłam jeszcze wiekowe już "Jak cało i zdrowo przyszedłem na świat", ale dzieciom na razie nie czytałam.

aneta pisze...

Ja mam potrzebę, bo starszy pyta jak "to" się dokładnie robi;) "Mamę" i "Piotrusia, Kasię i maleństwo" starszy wałkował już wielokrotnie, ale ostatnio faktycznie już jakiś czas temu i wtedy podchodził do tematu inaczej. Teraz ma ponad 9 lat i temat zaczyna go interesować wyraźnie dogłębniej. Cieszę się, że nie wstydzi się pytać.

Młodszy ma te tematy w nosie:)

poza rozkładem pisze...

Aneto, a widziałaś książkę Alicji Długołęckiej? Wprawdzie nie ma tam "kamasutry" ;) ale rzeczowo i w przyjazny sposób wyjaśniono jak możliwe jest współżycie (na przykładzie sztandarowej pozycji "misjonarskiej"). Przejrzałam ostatnio różne pozycje i wydaje mi się, że "Zwykła książka o tym, skąd się biorą dzieci" zbiera różne zagadnienia (i te związane z dojrzewaniem i zmianą, i te związane z rozmnażaniem, zagadnieniami związanymi z płciowością). Plusem tej książki jest forma dialogu i to, że figury dzieci mają tam swój głos i "przestrzeń".
Kilka zdjęć i uwag - tutaj:
http://www.lodzkiemamy.pl/index.php/poczytaj-mi-mamo/513-piekne-ksiazki-na-trudne-tematy-plciowosc

Anna pisze...

Dziękuję za ten wpis oraz za drugi na łódzkich mamach. My temat już poruszaliśmy ale nie mamy stosownej literatury. Mnie nie zachwyca ani wiersz - zbyt mało dosłowny dla mojej Siedmiolatki, a ilustracje Całej to już zupełnie nieporozumienie. Przyjrzę się bliżej tym innym pozycjom i może coś kupimy.

aneta pisze...

Widziałam Długołęcką. Pewnie kupię.

A z innej beczki - nie martwi Cię to, że Nasza Księgarnia kompletnie zrezygnowała z wydawania książek dla młodszych? Wznowień "Poczytaj mi mamo nie liczę.

poza rozkładem pisze...

Anno, wg mnie ta książka jest dla młodszych dzieci.
Choć na FB znalazłam komentarz (od Pani bibliotekarki?), że jest przebojem wśród 6-7latków (wydanie z il. P.Pawlaka)

poza rozkładem pisze...

Martwi mnie raczej to, że totalnie zmarnowali markę... Zapychają rynek czymś bardzo pośledniej jakości, wmawiając nam, że "takie" rzeczy się tylko sprzedają...
Mam jeszcze inne "rewelacje", ale chyba to będzie (post?) Postscriptum do ostatniego wpisu :)

I nie podoba mi się wydanie "Poczytaj mi mamo" w takiej formie (wydanie zbiorowe) - to zupełnie zaprzeczenie idei niegłupiej i dobrze zilustrowanej książki dostępnej wszędzie i dla każdego (cena).

Anna pisze...

Aniu którą książkę poleciłabyś dla bardzo zainteresowanej i dość mocno uświadomionej siedmiolatki? Nie mam możliwości pooglądać, moge tylko zlecić kupno:)

poza rozkładem pisze...

Pytanie czy to samo rozumiemy pod pojęciem "mocno uświadomiona" ;)
U nas w domu, w przypadku 7-latka (i 5-latki, która korzysta z faktu posiadania starszego brata) sprawdził się komiks "Piotruś, Kasia i maleństwo" (do dostania czasem na allegro),
możesz podejrzeć go tutaj:
http://www.lodzkiemamy.pl/index.php/poczytaj-mi-mamo/513-piekne-ksiazki-na-trudne-tematy-plciowosc
(już linkowałam, ale powtórzę - tam znajdziesz też moje uwagi na temat dość drętwego tłumaczenia//terminologii)

Zastanów się też może, skoro to faktycznie uświadomiona 7-latka, nad książką Alicji Długołęckiej (w linku też o jej książce). Ale do przemyślenia: czy na wszystkie tematy poruszone w tej książce jest gotowa Twoja córka. Według mnie formuła tej książki (rozmowy z dziećmi) niweluje to niebezpieczeństwo. Wolę,żeby rodzic nie zdawał się tylko na moją subiektywną opinię :)

Jest jeszcze całkiem ciekawa książka "Na miejsca, gotowe, wzwyż" Lyndy Madras (ale to przede wszystkim książka o dojrzewaniu) i seria wydana dawno temu (1999) przez Bellonę "Pytania o miłość", w kilku częściach, dla różnych grup wiekowych (5-8 lat, 8-11 - to dla Was:)

poza rozkładem pisze...

Przypomniała mi się jeszcze książka dla młodszych dzieci, za którą nie przepadam. Dlaczego?
Może dlatego, że autor, który zachęca rodziców do mówienia przy dzieciach głośno "sex" pisze o "o tym miejscu u mamy do siusiania"...

http://pozarozkladem.blogspot.com/2010/11/horror-czyli-skad-sie-biora-dzieci.html

naczynie_gliniane pisze...

"I jeszcze jedna sprawa. Krytyka wydawnictwa, z którym "się współpracuje". Wbrew wyobrażaniom niektórych to nie jest tabu. " to niby do mnie przytyk jest? Znów jestem Voldemortem... nie można po imieniu jakoś wywołać? nie gryzę wbrew pozorom:P

poza rozkładem pisze...

Moniko :) Prosiłam o zrobienie prrr... obsesjom ;)

NIE, to NIE do Ciebie - zajrzyj na forum i toczącą się dyskusję o wymaganiach/oczekiwaniach/zasadach bloggowania. To komentarz do uwag, które się tam pojawiły :)

Anna pisze...

Dziękuję za wskazówki, może faktycznie coś zakupię, rozejrzę się też na niemieckim rynku.

poza rozkładem pisze...

A może pokusisz się o jakieś zestawienia, jak to wygląda "zza zachodnią granicą"? :)
Ja jestem ciekawa.

Anna pisze...

Może mi się uda? Trochę to pracochłonne, bo musiałabym najpierw wyszukać co jest, potem zamówić w bibliotece a czasu mam jak na lekarstwo ale będę miała to na uwadze.

poza rozkładem pisze...

A może to temat do szerszego opracowania? Porównanie podejścia "do tematu" w różnych krajach, w różnych kulturach?
Jeśli dasz radę choć zebrać kilka przykładów - będzie fajnie :)

Anna pisze...

Myślę, że taki przekrój byłby bardzo ciekawy, w sam raz na artykuł do Archipelagu na przykład;)

poza rozkładem pisze...

Ooo właśnie o tym myślałam - pewnie dałoby się wciągnąć kilka osób :)

Kobiecym_okiem pisze...

Cieszę się, że trafiłam na ten wpis. Zgadzam się z tym, co napisałaś. Mam mniejsze dzieci, ale już w niektórych książeczkach widzę próbę "prześlizgiwania się" po temacie nieco innym - "pożegnania z pieluszką". Zamiast napisać, że przykładowy Miś zrobił do nocnika siusiu i kupę, pisze się o tym, że "coś się udało" albo "coś wylądowało w nocniczku". O ilustracjach nie wspomnę, bo to cukierkowy świat (niestety, często prezenty od rodziny). Wydaje mi się, że dzieci do pewnego wieku odbierają świat literalnie i bardzo dosłownie, nie oceniając i wartościując.

poza rozkładem pisze...

Pewnie miałaby co nieco do powiedzenia o tym psychoanaliza... ;)

Anna pisze...

Aniu:
http://przeczytalamksiazke.blogspot.de/2013/04/der-mann-der-noch-den-klapperstorch.html

poza rozkładem pisze...

Świetna!!! Wielkie dzięki.
Tylko gdzie ją zdobyć?