2 października 2013

Pomelo i przeciwieństwa



O Pomelo pisałam już wcześniej  - Nie do wiary! -  Rok temu. (Od jakiegoś czasu czeka na opisanie najukochańsza część "Pomelo śni"...).
Przygody Pomelo okazały się najlepsze do nauki czytania (pierwsze samodzielne lektury i 6latki, i 8latka). Nie przeszkadza nam zupełnie (zwłaszcza mnie), że zdecydowanie przekroczyliśmy wiek adresatów. Tym bardziej, że ta książka pokazuje, że nasze wyobrażenia o "końcu" i wyczerpaniu pewnych formuł mogą być mylące.




Jeśli myślicie, że to dla maluchów... Że "Moje" wyrosło z tych "książeczek", to poczekajcie aż te "wyrośnięte" dzieci pójdą do szkoły i zobaczycie co im zaserwują super poważne podręczniki szkolne... My właśnie otrząsamy się po pracy domowej (znowu MAC Edukacja!) i po burzy mózgów ile może ważyć zając na sterydach (?) czy dzik w wersji "kieszonkowej" (?).



W ramach antidotum na nieprzemyślane frazesy i pytania na które nie ma odpowiedzi (daruję Wam przykłady) - ożywcza bryza dowcipnej metody w przyglądaniu się światu i wzięcie w nawias tego, jak próbujemy go uporządkować....

Tylko co nowego można wymyśleć w kwestii "przeciewieństw"?! Wiadomo, że jak jedno jest białe to drugie jest czarne, że nogi są na dole i nisko a głowa na górze i wysoko... Tylko czy na pewno? Bo co znaczy "na lewo" i "na prawo" -  od czego  i dla kogo? Albo brzydkie i ładne czy marzenia i rzeczywistość?!
"Pomelo i przeciwieństwa" to nie tyle prosty katalog i kodeks dla niemowlaka jak ładnie posegregować świat. A raczej przekorna i pełna roziskrzonej kreatywności  radość z tego, że każdy kij ma dwa końce i na dwoje babka wróżyła...
Znajdziecie tutaj kilka oczywistości, garść niespodzianek, moc poczucia humoru i kpiny z "dorosłych" oczekiwań posegregowania świata. Do tego - jak zawsze w przypadku niezawodnych twórców Pomelo - kropla filozofii i potężny bagaż doceniania dziecka jako inteligentnego, myślącego i dowcipnego odbiorcę. Niech moc Pomelo będzie z nami...


















Jest tego dużo więcej... Aby docenić finezję i dowcip niektórych zestawień warto chyba poznać perypetie słonia w grejpfrutowym kolorze. Jest fantastosłoniczny! I cały czas w formie.


Dziękujemy wydawnictwu za książkę.

"Pomelo i przeciewieństwa" tekst: Ramona Bădescu, ilustracje: Benjamin Chaud, tłum. Katarzyna Skalska. Wydawnictwo Zakamarki, 2013.

9 komentarzy:

domek-z-książkami Joanna pisze...

ja przez te Zakamarki to chyba z torbami pójdę....;)) uwielbiam Pomelo!

poza rozkładem pisze...

Podejrzewam, że w kontekście książki, o której teraz myślę, obydwie trafiłybyśmy do tej samej kategorii "narwańcy"... :)

Julia Madej-Dymek pisze...

Ta książeczka wygląda świetnie na tle innych lektur o przeciwieństwach dostępnych na księgarskich półkach :) zmusza do pomyślunku, a nie tylko pokazuje, że coś jest duże albo małe :) Bardzo ciekawa propozycja nie tylko dla całkiem małych czytelników. Pozdrawiam :)

poza rozkładem pisze...

Zmusza :) Zwłaszcza dużych o tym jak myślą o dzieciach... (oby...).
Także pozdrawiamy!

Monika pisze...

Chyba grejpfrutowym? :-)) A jeśli chodzi o Pomelo to w książeczce jest dużo nieścisłości i niekonsekwencji. Dlaczego ładne mają być długie trąby i małe uszy a nie na odwrót? Może wszystko jest ładne jak się kogoś lubi? A wypukłe - wklęsłe? Przecież łupinka od orzecha właśnie odwrotnie się zachowuje: jak jest wklęsła to można do niej wejść, jak jest wypukła to można się pod nią schować... A konno? Chyba ślimaczo skoro na drugiej karcie mamy żółwio...

poza rozkładem pisze...

Dzięki! (poprawione:) Widoczny znak tego, że przydałby się i korektor (i redaktor:)
A nieścisłości i niekonsekwencje? Oj, Pomelo to uwielbia - podobnie jak postrzeganie świata po dziecięcemu, wbrew temu, jak my dorośli sobie go poukładaliśmy. Jest nieprzewidywalny...

Monika pisze...

Też to słyszałam od Szanownego Wydawcy :-)) Mnie to chyba nie przekonuje, a niestety nie znam francuskiego i nie sprawdzę czy tłumacz się spisał czy nie :-) W każdym razie (abstrahując od słów) lubię też jak ilustrator dobrze komunikuje lub komentuje treść książki - tutaj z tym słabiutko... Ale przyznać muszę, że niektóre ilustracje są urocze: być vs mieć. I generują dyskusję w całkiem dorosłym gronie czytelników :-)

poza rozkładem pisze...

Ja także nie jestem w stanie ocenić przekładu.
Nie wiem co według Ciebie oznacza "jak ilustrator dobrze komunikuje czy komentuje treść książki" - tutaj chodzi raczej o współpracę obudwu instancji i wydobywanie nieoczywistych znaczeń, w y d a j e m i się, że bliskich sposobowi widzenia świata przez dziecko. Wolałabyś "reprodukowanie" znaczeń w warstwie tekstu i obrazu? Dlaczego "słabiutko"?

A przywołując Twoje słowa :) >>Może wszystko jest ładne jak się kogoś lubi?<<

Nie widzę w przykładach nieścisłości, a dziecięce, nieoczywiste, zaskakujące, prowokując do rozmów zderzenie słowa i obrazu, który czasem kieruje nas w zupełnie innym kierunku niż byśmy mogli się spodziewać...

Monika pisze...

No to jest nas dwie, co francuskiego nie znają :-) Dla mnie ideałem jest Tove Jansson - w jej książkach ilustracje stanowią integralną część książki. W Pomelo mam wrażenie, że ilustrator (bądź autor teksu - zależy co było pierwsze) nie do końca się porozumieli. Nie mam już tej książki (dostała się w łapy małego człowieka) ale z tego co pamiętam drażniło mnie np. daleko - blisko (chyba jeden rysunek powinien być malutki? oba są w tym samym rozmiarze), to co zrobiono z marchewką (banalne - nietuzinkowe) i bodajże z rzodkiewką (Pomelo przebrany za rzodkiew jest "podróbką" a dlaczego nie jest "nietuzinkowy"??). Być może książka "pracuje" dobrze z dziećmi, być może ja mam zbyt racjonalny umysł, aby docenić jej urok.