17 lutego 2015

Którędy do gwiazd?



Relacja z wczoraj, której nie mogłam sobie darować: Kilka minut przed 16, "Za kółkiem" i Radio Łódź; krótka informacja o konkursie matematycznym dla licealistów; najpierw poważny nastolatek cytuje jedno z zadań i je wyjaśnia, potem "uroczy" prowadzący zwraca się do dziewczyny:  Ładne dziewczyny na konkursie z matematyki to raczej rzadkie zjawisko?

Dziś: – Panienkom nie przystoi czytać takich książek jak chłopcom (…)  – Jak będziesz za mądra to nie znajdziesz męża.
Z jednej strony: „codzienność” Polski XXI wieku, z drugiej – opowieść o Elżbiecie „wdowie Heweliuszowej”, dla której źródła historyczne opowiadające o XVII wiecznym Gdańsku nie są zbyt łaskawe. Kobieta.





Bohaterkę kolejnej biografii napisanej przez Annę Czerwińskiej –Rydel poznaliśmy ją już wcześniej –  (obecny) dziewięciolatek jest zachwycony „Trylogią Gdańską”, w tym – opowieścią o życiu i naukowych dokonaniach Heweliusza. Tam Elżbieta występuje marginalnie, jako ta, która dała (wreszcie) Heweliuszowi dzieci, wspierała, wspomagała i wprowadzała emocje w naukową biografię.  „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem” spotykamy Elżbietę jako  dygającą wdzięcznie szesnastolatkę, która przybywa do obserwatorium statecznego rajcy, astronoma z osiągnięciami, zamożnego browarnika i 52-letniego wdowca:

– Ja bardzo przepraszam… – dygnęła z wdziękiem. – Ośmieliłam się przyjść do pana, bo ogromnie interesuje mnie obserwacja nieba. A wiem, że pan jest w tym mistrzem. Czy zgodziłby się pan pokazać mi swoją dostrzegalnię?... Heweliusz był tak zdziwiony nieoczkiwaną wizytą i niecodzienną prośbą, że zaniemówił z wrażenia. Odezwał się dopiero po chwili.
– To niespotykane, żeby kobieta interesowała się astronomią!
Dziewczyny spojrzała na niego spod długich rzęs.
 – A jednak możliwe.
A zatem proszę za mną, pokażę pani moje królestwo (…). *



W „Którędy do gwiazd?” narrator od pierwszej strony opowieści szkicuje postać Elżbiety przez pryzmat emocji – przepełniona tęsknotą wdowa wspina się do obserwatorium. Za chwilę, przy okazji porządkowania małżeńskich szaf, dzięki retrospekcji, wróci do wspólnej historii. Ona i mąż. „Wdowa Heweliuszowa”. 

Wartka narracja składająca się z drobnych okruchów – wspomnień powiązanych z przedmiotami i pamiątkami (Suknia ślubna, lalka, powijaki, soczewka, książka, zegar) prowokuje do budowania obrazu niezwykłej, jak na swoje czasy, kobiety. W otoczeniu nieprzychylnej jej zainteresowaniom i skłonnościom babki, matki niezadowolonej z – zaaranżowanego w interesie rodziny zgodnie z prawdą historyczną – małżeństwa, wyrozumiałego i wspierającego ojca.

Widzimy Elżbietę jako „łamiącą schematy”: krzywiącą się na prezent lalkę –dzidziusia, cieszącą się z książki przywiezionej przez ojca, zdystansowaną wobec przesądów po urodzeniu dziecka, zainteresowaną astronomią  choć dla większości taka ciekawość świata bliska jest wiedźmom…
(…) ona nie jest jak inne kobietywoła ktoś z tłumu , świadek pożaru domu i obserwatorium Heweliuszów.   Sylwetka bohaterki staje się nawet okazją do Anny Czerwińskiej-Rydel do wprowadzenia okruchów historii kobiet odstających od powszechnych oczekiwań i posądzonych o czary. Przywołuje pochód kobiet, które "chciały wiedzieć".
Szczęśliwie wyrywa swoją bohaterkę z szufladki „patrzącej spod rzęs”, choć nie udaje jej się oddzielić Elżbiety od sylwetki męża. Pomimo jego fizycznej nieobecności i śmierci staje się (dobrym?) duchem, który określi ją na całe życie. I jej całą biografię w „Którędy do gwiazd?”.


Jeśli jednak zaczniemy tę książkę czytać inaczej, niż tylko „słowo-po-słowie”, zobaczymy „Elkę” w odmienny sposób. Bo nasza, domowa historia, „Którędy do gwiazd” zaczęła się „od oglądania”…
Pierwsze co zrobiliśmy to zachwyt kolorami: biel, czerń i żółć. Dominujące i kontrastowe. Negatyw i pozytyw. Światło. Gwiazd i księżyca z solarną symboliką. Światło życia, które – mimo wszystko – zaczyna się od kobiety.  „Którędy do gwiazd?” – książka niezwykle spójna w tym, jak wygląda. Z pieczołowitością zaprojektowana jako całość: od okładki, przez wyklejki, strony tytułowe, narrację Anny Czerwińskiej-Rydel z wyróżnioną graficznie klamrą czasową, po ostatnią stronę i tylną okładkę.

  





„Wizualnie publikacja dla mnie nieakceptowalna, zwłaszcza że adresowana do dzieci” - powiedzą niektórzy (to cytat, w którym Marta Ignerska została skomplementowana analogią z Romanem Opałką).  O książce ciągle cicho, a to jedno z nielicznych zdań, które udało mi się znaleźć. Czemu więc pierwsze co robią moje dzieci i wszyscy, którzy biorą książkę do ręki  to jej OGLĄDANIE? Obraz  oszałamia, intryguje i nas – porywa. Nie jest neutralnym tłem, a odważnym – własnym głosem Marty Ignerskiej i re-interpretacją  historii Elżbiety Heweliusz.

Narracja wizualna dodana „po tekście” staje się swoistym „posłowiem”, a w kontekście kolejnej biografii z tej serii („Bałtycka syrena” z odmiennym porządkiem tekst-obraz), w której autorką opracowania graficznego jest także Marta Ignerska, jeszcze czymś więcej.

Ilustracje i koncepcja Marty Ignerskiej podejmuje dialog i z humorem polemizuje z tekstem. Staje się swoistym skrótem i  filmową „migawką” intrygujących fragmentów  opowieści, jednocześnie – łącząc opowieść o historycznej postaci ze współczesnością. W ”Którędy do gwiazd” staje się  w swej wizualnej narracji pytaniem, niepozbawionym ironii, o  miejsce „kobiecości” (w różnych jej odmianach)  we współczesnym świecie. Bo czemuż miałoby służyć posadzenie "wdowy Heweliuszowej" na motocykl i założenie jej trampek?!



Sylwetka całkiem współczesnej kobiety na motocyklu, prującej przez księżycowy krajobraz powtarza pytanie Elżbiety, wyjęte z tekstu: „Ciągle, zadaje sobie pytanie, którędy można dojść do gwiazd”… Passus dotyczący związków i obraz (wielowymiarowo) „puszczający oko” do czytelnika. Lalki stojące w szeregu  z jednym pustym miejscem po tej, która go opuściła. A zaraz po tej ilustracji, obraz okaleczonej, nieposkładanej, „zepsutej”. I echa osądzającego głosu babki o traceniu czasu „z książkami” zamiast nauki konkretnych umiejętności, „pilnowania obejścia, modlitw i skromności”. Jeśli o niej mowa – pojawi się i suknia ślubna w kolorze nieba, która zaraz stanie się rakietą. Zapowiadającą niezwykłą podróż. Kuglarze, akrobaci, trefnisie…  Kobieta  wydająca owoce. A na samym końcu – kobieta zmierzająca we własną stronę. Jasną stronę. Czy dotarła do celu?









Wędrówka przez obrazy, zwolnione z obowiązku chronologicznego towarzyszenia narracji Anny Czerwińskiej-Rydel, co rusz zderzają nas z stereotypami i schematami krążącymi wokół kobiecości. Także tymi przekazywanymi przez kolejne pokolenia babek-matek-córek. Biografia Elżbiety Heweliusz interpretowana przez Martę Ignerską, zamknięta w ramie „księżycowego krajobrazu” stać się może metaforą podróży, którą zapowiada już okładka. Jeśli podróż i droga, to i pragnienie wolności…  Przy całym (koniecznym?) zakorzenieniu. Wczoraj i dziś. Równolegle, cała wizualna koncepcja  tej książki powtarza nieco ironicznie, tyłowe pytanie. „Którędy do gwiazd?” Mężczyzna postawił już pierwszy krok na księżycu.  Ale może odpowiedź jest bliższa niż nam się wydaje?


 „Którędy do gwiazd? Historia Elżbiety Heweliusz, pierwszej kobiety astronom” tekst: Anna Czerwińska-Rydel, projekt graficzny i rysunki: Marta Ignerska. Wydawnictwo Muchomor, 2014.

* "Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem" tekst: Anna Czerwińska-Rydel, ilustracje: Agata Duduek, projekt graficzny: Małgorzata Frąckiewicz/Poważne Studio. Wydawnictwo Muchomor, 2011.


3 komentarze:

Mała czcionka pisze...

>> O książce ciągle cicho, a to jedno z nielicznych zdań, które udało mi się znaleźć.

Dołączam mój głos. http://www.malaczcionka.pl/2015/02/ktoredy-do-gwiazd.html

poza rozkładem pisze...

:) Byłaś pierwsza!
(ups, nie zaktualizowałam tego fragmentu)

Bi Bi pisze...

O tak, ilustracja/projekt graficzny przyciąga uwagę. Poza tym historia Elżbiety Heweliusz, jak dla mnie, rewelacyjna.