18 listopada 2012

Lala Lolka



Był sobie chłopiec. Miał lalkę. Poszedł do przedszkola.
Nie, nie, nie to nie lalka Igora!
A rzecz całkiem nowa, staranna i z rymem,
jest w niej historia Lolka, który jest synem...
wielbicielem kropek, pasków i torebek.
Co zrobi mama w porannej panice,
gdyby nie Lolek i jego ubraniowe tajemnice?

Spokojnie, daruję sobie pisanie bajek, rymowanie i wierszoklecenie. To tylko próba wprowadzenia w nastrój. "Lala Lolka" pierwsza książka autorska Katarzyny Boguckiej.



 


Czego możecie spodziewać się po"Lali Lolka"? Wydawnictwo zapowiada pozycję "lekko skandalizującą i mocno żartobliwą". Wielbiciele charakterystycznej kreski Katarzyny Boguckiej  nie poczują się rozczarowani, ale też nic ich chyba nie zaskoczy.
Podobnie jak i tych, którzy znają Igora, który bawił się lalkami i pewnego dnia zaniósł jedną do swego przedszkola ("Igor i lalki" wydawnictwa Zakamarki). Dostajemy więc pomysł nienowy, tym razem ubrany w rymy i rodzime realia. 
Wprawdzie Lolek mieszka w nienazwanym mieście i niekoniecznie musi to być Kraków czy Toruń, ale jakoś sama nasuwa się polskość relacji, które unoszą się oparach absurdu. Poza tym lalka Lolek (nie wiem na ile świadomie) nawiązuje do maskotki pewnego projektu i ... postaci młodego Karola Wojtyły. I jesteśmy "już w domu"!


A w domowych pieleszach widzimy mamę histeryczkę, która nie może rozwiązać problemu kryjącego się w szafie. Na śniadanie dostajemy tatę przykrytego płachtą gazety, z jednej strony dziwiącego się skąd u syna taka znajomość "kobiecych" tematów   (te torebki w groszki, szale, buciki...), z drugiej - zadowolonego, że 
- W końcu kawę dopić mogę!
Nie wymyślać, co na nogę
Przypasuje żonie mojej!
Każdy w domu dopiął swego,
To na pozór nic  trudnego.
Mama piękna, tata cały,
Rady Lolka wiele dały.





Przeszukiwanie szaf i śniadanie to jednak dopiero początek dnia. Bo drodze mamy Lolka, który dopiero ma zacząć naukę w przedszkolu, ale zabiera z domu już tornister i pilnuje mamy, by wsiadła do odpowiedniego autobusu. A potem jest już coraz lepiej. Komedia omyłek w autobusie, postawa Pani w przedszkolu - "tylko u nas takie rzeczy". Dobitnie, po oczach i brutalnie, że stereotypy, dorośli przywiązani do nieaktualnych ról, przesądy i sądy wygłaszane z góry i z przytupem. Czego nie omieszka podkreślić rym - cytat aż sam mi się nasuwa -  "w rytmie wojskowego marsza lub betoniarki w dodatku".







Oczywiście wszystko dobrze się kończy, dojrzały Lolek potrafi obronić swych racji przez spektakularne wyjście z grupy przedszkolnej. W dodatku na odsiecz przybywa mu tata (nonszalancko, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, w butach nie do pary). Gromi pogrążoną w stereotypach panią przedszkolankę, a totalnie pogrąży ja widok mądrzejszych dzieci, które zgodnie się bawią, nie uznając podziału na płeć.




Dlaczego tak przyczepiłam się do tej rodzimości Lolka? Ano mamy łopatą kawę na ławę, na chłopski rozum. Niby dowcipnie, z przymrużenie oka, wiemy, że na niby, w słusznej sprawie, ale gdzie żywe dzieci, z krwi i kości, z subtelnościami dziecięcych zabaw i pomysłów?  Czego trzeba, aby być uważnym obserwatorem, aby nie czynić z dziecka małego dorosłego i wkładać mu do ust tyrad o jego wrażliwości? Ja wiem, że tak się rymuje. Ale też widzę, że chłopcy bawiący się lalkami niekoniecznie muszą zajmować się szafingiem i modowym doradztwem. Mogą świetnie strzelać gole albo być zagorzałymi inżynierami-konstruktorami.  I jak cudownie wieloznaczna, subtelna jest fikcja tworzona przez dzieci. Bo dlaczego lalki nie mogę rodzić klopsików także w polskich książkach dla dzieci? 

A co się podobało moim dzieciom? Staranne i fajne ilustracje.I koniec.





Dziękuję wydawnictwu za udostępnienie książki.


"Lala Lolka" Katarzyna Bogucka. Wydawnictwo Ładne Halo, 2012.

7 komentarzy:

Rzeżucha pisze...

:D
Jakbym ten cytat już gdzieś widziała... ;)
Czyli co? Po raz kolejny należałoby zakrzyknąć "Róbmy swoje!"? Żeby ilustratorzy ilustrowali, pisarze pisali, a czytelnicy czytali?
Niedługo będę się bała samego hasła "książka autorska".
Ale ilustracje smaczne. Jak zawsze.

poza rozkładem pisze...

Rzeżucha, tak to Twoje. Betoniarka utkwiła mi w pamięci :)

"Róbmy swoje" w moim przypadku się na pewno sprawdza. Zdecydowanie lepiej, żebym czytała ;P

Pani Zorro pisze...

Hmm. Nie widziałam książki, ale dziwię się, że ilustratorka porwała się na tak trudną formę. Czyż nie dało się tego prozą? Rozumiem aż nadto dobrze, że rymowanie nie jest Kasi Boguckiej mocną stroną?

poza rozkładem pisze...

Właśnie, może zabrakło refleksji, że rym, rytm, metryka czyli cały ten skomplikowany system wersyfikacyjny nie jest prostą formą.
Choć mogłoby się tak wydawać...

Na pewno lepiej jej idzie niż moje klecenie rymów na życzenie dzieci ;P

Bo dzieci to lubią - może taka była przyczyna?
Mnie wykonanie nie przekonało. Choć biorę poprawkę na opary absurdu, które mają się unosić nad strofami...
Tak sobie teraz myślę, że może to "Maryna" i "pierogi" natchnęły autorkę do rymowania?

Małgosia pisze...

ciekawa jestem tej książki. Ilustracje rzeczywiście nadają klimatu :)

Ania pisze...

Nietypowa ta książka trzeba przyznać...
pozdrawiam

http://dzieciaczkowe-ksiazki.blogspot.com

poza rozkładem pisze...

"nietypowa" pod jakim względem?
Także pozdrawiam :)