30 czerwca 2014

Regulamin na lato







Z książkami Shauna Tana to dziwna historia. Niby dla dzieci, ale "nie-do-końca". Bo i wydawnictwo (do niedawna) mało dziecięce, i większość głosów (dorosłych) zahipnotyzowana obrazami Shauna Tana, mówi, że "mroczne", że dzieci mogą się bać, że "dziwne" i że "nie rozumiem". Największą spontaniczność wykazują w stosunku do nich oczywiście kilkulatkowie (jak w stosunku do wszystkiego). Co więc zrobić z Shaunem Tanem? Na której półce jest miejsce na jego książki? Gdzie odnaleźć regułę?

Jakiś czas temu czytałam wnikliwy tekst Magdaleny Sikorskiej*, który krążył wokół wątpliwości "dla kogo Shaun Tan", zastanawiając się nad diagnozą rynku książki dla dzieci (między innymi) i definicją odbiorcy dziecięcego. Przygotowując się do spotkania z książką  - wydaje się idealną na początek wakacji - "Regulaminem na lato", przyglądałam się temu, co myślą i piszą o niej inni blogerzy. Punktowana jest ta książka wysoko, bo i "intrygująca", i "mroczna" (a strach pociąga, choć trzeba się z nimi oswajać), "oniryczna", "unosząca się w oparach absurdu", "surrealistyczna" i urzekająca w warstwie ilustracji - obrazów ("malarskość").  Trudno napisać mi o nim coś więcej, tylko to, że jest to wpaniała rzecz - to chyba kwintesencja większości wpisów.  Co zrobić więc z "Regulaminem na lato"?

To książka, którą zachłanie animuje się, podążając przez kolejne strony.  Szuka się zasady spajającej (wydaje się, że) chaotycznie i przypadkowo połączone kolejne obrazy. Obrazy budujące atmosferę upalnego, suchego lata, z czającą się, dziwną grozą nadciągających wydarzeń. Niektórzy widzą tutaj - przez pryzmat swojej nostalgii i wspomnień dziecięcych wakacji z podwórka - "soczyste" kolory, reguły bycia dzieckiem czy niezrozumiałe zasady wygłaszane przez babcię.

Obcowanie z książką obrazową jest procesem i pracą. Widzimy okładkę. Jej pierwszą stronę. W centrum naszego pola widzenia - skierowane na nas oko (dla wzmocnienia efektu powleczone lakierem, przy odpowiednim świetle - błyszczy i odbija światło).   Otwieramy książkę zwykle niewiele czasu poświęcając wyklejce, która przecież też znaczy: młodszy/mniejszy goni starszego/większego próbując zabrać się w podróż życia, załapać się na przygodę... Jeśli powrócimy do okładki być może dostrzeżemy grę światłem i cieniem - byciem "po jasnej" i "ciemnej stronie", regułę operowania opozycjami, która nie raz powróci jeszcze w książce.




Kolejne przewrócenia karty i nastęna oczywistość: strona tytułowa. Wędrujący bohaterowie, którzy dopiero za chwilę zostaną rozpoznani i ustawieni w takiej roli. Znowu starszy/większy przewodzi, a młodszy/mniejszy próbuje nadążyć, nieporadnie zmagając się ze swoją rolą. Karty otwierające opowieść to obraz rozpalonej, upalnej i opustoszałej ulicy. Wyludnione miasto. Scenografia dla relacji, którą za chwilę "usłyszymy"/"zobaczymy".  Dlaczego więc na tym skwierczącym z ciszy i upału obrazie, pełnym ostrego, południowego słońca przyłapujemy starszego/większego na szeptaniu do ucha młodszego/mniejszego?







"Tego nauczyłem się ostatniego lata" 

Jedno zdanie rozpoczynające tyradę lakonicznych reguł i zasad ustawia całą opowieść w znaczącej perspektywie. To pamiętnik - relacja z przeżytego już lata. Wakacji odbytych. Nauki zakończonej, która wydaje owoc. "Regulamin".

Podczas spotkania z tą książką pytałam dzieci, gdzie możemy spotkać regulamin. Z czym on się kojarzy. Bo przecież tytuł jest także - już - interpretacją tego, co zobaczymy. Zasady otaczają nas - i (zwłaszcza?) dzieci - wszędzie. Plac zabaw, sala przedszkolna, toalety, park, szkoła, basen, plaże... Wszędzie reguły. Co z nimi zrobi książka, która już tytułem wprowadza grę z zasadami?


Pozostawiona samotna, czerwona skarpetka. Zjedzona ostatnia oliwka. Upuszczony słoik. Zdeptany ślimak.
Każda kolejna karta to strona z obrazem - uchwyconym wypadkiem, zilustrowaną katastrofą, która czai się za rogiem albo jest już spełniona.
Każda kolejna karta to także towarzysząca obrazowi "zasada".  Dziwniejszy staje się tym bardziej "regulamin", jeśli pokazuje (obrazuje) zasady za każdym razem złamane. I młodszego/mniejszego - mimowolnego sprawcę tego wszystkiego.

Kto formułuje więc te zasady? Czy - zgodnie z sugestią otwierajacej ilustracji - starszy, "zdradzający" mądrość młodszemu? A moze wręcz odwrotnie - to opowieść młodszego, dla którego wakacje pełne potknięć i bolesnej nauki były szkołą życia i załapania się na przygodę?
To on przecież staje się sprawcą i ofiarą, pełnym zapału i chęci ogniwem doprowadzającym do kolejnych małych katastrof. Uciążliwym balastem dla starszego - sędziego. Tego, który wprowadza reguły. Dysponenta praw. Strażnika cudowności. Ale i tego, który nieuważnie oddaje miejsce obok siebie obcemu. Tego, który - w końcu - "wygrywa".


"Nigdy nie przegrywaj walki"

To przecież punkt widzenia młodszego. Świadka symbolicznej koronacji. Starszy - zwycięzca zostaje wyróżniony przez tego, który od początku im towarzyszył: czarny ptak, w którym większość chętnie zobaczy kruka, tak hojnie obdarzonego symboliką w różnorodnych mitologiach i kulturach (obecnego także w Australii  gdzie mieszka Shaun Tan). Ale to nie zwycięzca zostaje w centrum uwagi w końcowej części książki - pojedynek i starcie nie jest finałem, a jedynie przyczyną "zesłania"  młodszego na odległe, zapomniane, wyludnione i ziejące grozą peryferie. I to jemu towarzyszą ptaki - symboliczni strażnicy.


Z tej podróży "zza mur" ratuje go jednak (i mimo tego, co wydarzyło się między chłopcami wcześniej) starszy/większy. Prowadzi go do domu.
"To wszystko."
Ale może to wszystko to zimowy sen? Albo historia sprowokowana nudą w telewizji? Seria obrazów zawieszonych na ścianie, które podczas drzemki składają się w jedną całość? Albo bujna wyobraźnia młodszego/mniejszego - tego, który z uwagą przygląda się nam po zamknięciu okładki, znowu z pierwszej - tym razem już innej - strony?





Nie wiem czy "Regulamin na lato"można  traktować jako linearnie rozwijającą się opowieść i spodziewać się po niej spełnienia schematu przeczynowo-skutkowego. To książka, w której po domknięciu tylnej okładki należałoby wrócić od razu do początku, by zobaczyć ciąg obrazów i pojedyncze zdania już w innym świetle. Składać kolejne elementy układanki, według ulubionego interpretacyjnego klucza. Przekładać kolejne strony w różne strony.  Widzieć, jak podróż przez tą książkę jest procesem, w którym kolejne elementy dopominają się o znaczenia. Jak tło strony z tekstem przestaje być przypadkowym deseniem - a upomina się o zlokalizowanie bazgrołów, splecenie ich znaczenia z całością opowieści.

"Regulamin na lato" - rygorystycznie uporządkowana książka, hipotyzująca malarskim i pełnym "dziwności" obrazem. Kpiąca ze wszystkich zbiorów zasad. I oczekiwań. Spoglądająca bacznie wpatrzonym w nas okiem: na jaką przygodę Ty się załapiesz? I czy przypadkiem nie spóźniłaś/eś się już na paradę? "Nigdy nie łam zasad"?! Czyżby była to prowokacja?


* wspomniany tekst Madgaleny Sikorskiej "Opowieść graficzna Przybysz Shauna Tana czyli obcość w oku patrzącego" znaleźć można w "Wyczytać świat – międzykulturowość w literaturze dla dzieci i młodzieży", pod red. Bernadety Niesporek-Szamburska, Małgorzaty Wójcik-Dudek, współudz. Aleksandra Zok-Smoła. Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego. Katowice, 2014.

Regulamin na lato, Shaun Tan, tłum. Jacek Drewnowski. Wydawnictwo Kultura Gniewu, 2014.

6 komentarzy:

Mała czcionka pisze...

Słuchałam obszernych wyjaśnień Shauna Tana na jego stronie, dotyczących "Regulaminu" i nie tylko. Wiele wyjaśniają, a przynajmniej rozjaśniają. W każdym razie, dobrze, że są. :)

poza rozkładem pisze...

Pewnie tak (nie zaglądałam, nie wysłuchałam). Ja staram się zobaczyć/usłyszeć.zrozumieć co mówi do mnie książka i jaka jest rola działającego czytelnika :) Zwykle chyba się nie dociera do takich autorskich wyjaśnień. "Dzieło" ma bronić się samo?

Mała czcionka pisze...

Serio? Dla mnie to rzadka gratka, której nie mogę się oprzeć. To jak dotarcie do odpowiedzi na szkolne pytanie: "Co autor miał na myśli?".

poza rozkładem pisze...

Niektórych rzeczy możne dowiedzieć się dopiero od czytelników ;)

obrazyfilozofii - warsztaty filozoficzne dla dzieci pisze...

genialne! powala obrazem totalnie!!!

poza rozkładem pisze...

A znasz inne książki Shauna Tana?
(u mnie czeka w kolejce "Zagubione, znalezione")