5 maja 2011

O księżniczce, która bez przerwy ziewała

Czy masz w domu księżniczkę?
Ja na całe szczęście - nie :) Wertując ostatnio książki, które do mnie przywędrowały zaczęłam się zastanawiać, dlaczego niektórzy się tak lubują w pokazywaniu dziewczynek jako księżniczek.





"O księżniczce, która ziewała" to jedna z czterech książek dla dzieci z rynku hiszpańskojęzycznego, wydanych przez Tako. Zostały one "skompletowane" w serii OQO, ale opowieść o księżniczce urzekła mnie najbardziej, głównie dzięki subtelnym i pełnym uroku ilustracjom Eleny Odriozola. Prostota, ciekawa perspektywa, nowoczesność i inspiracje malarskie (mnie od razu przychodzi na myśl Modigliani bajkowo przetworzony). Poza tym intryguje mnie "problem" księżniczek w literaturze dla dzieci. Dlaczego dziewczynki tak chętnie ubiera się w kostium księżniczki? Czy bycie księżniczką jest takie interesujące?



Carmen Gil, autorka "O księżniczce, która bez przerwy ziewała" stworzyła historię prostą i wydaje się, że w jakimś sensie opartą na powtarzalnym schemacie. Mamy żółty pałac, króla w złotej koronie i księżniczkę, dotkniętą dziwną przypadłością. Jest ona zaraźliwa, ale cały dwór skupiony jest na odnalezieniu przyczyny i "wyleczeniu" księżniczki. Król zachodzi w głowę dlaczego jego córkę gnębi ziewanie i wymyśla coraz to nowe sposoby na jego zażegnanie. Wciąż jednak powraca "refren":

Księżniczka (...) nie przestawała ziewać!
Ziewała także królowa i król,
ziewał cały dwór...
A nawet kot i pies, ziewały, owszem też!

Historia wciąż zatacza koło, aż do przypadkowego spotkania. Księżniczkę podczas spaceru po parku zauważa syn służącego z pałacu

Biedak był tak przejęty,
że potknął się o korzeń dębu
i wpadł prosto do królewskiej fontanny.

Gdy wyszedł, przemoczony do suchej nitki,
w ustach miał kolorowego karpia,
a z uszu zwisały mu dwa raki.



Okazuje się, że to "śmiech z cudzego wypadku" i z onieśmielonego chłopca, któremu poplątał się język jest pierwszym krokiem do wyleczenia księżniczki, a tym samym - całego ziewającego dworu. Niezbyt to pedagogiczne... Ale pierwsze - niefortunne dla chłopca - spotkanie i prezent wręczony księżniczce okazuje się początkiem odkrywania nieznanego dziewczynce świata - gonit za świerszczami, "kulania się z górki" (ten potoczny zwrot użyty został w tłumaczeniu), zabaw w kałuży, błotem, tajemniczych poszukiwań duchów w opuszczonym zamku...




Okazuje się, że księżniczki mają to do siebie, że nie potrafią po prostu cieszyć się życiem i prostymi przyjemnościami. Bo księżniczka musi zasłużyć na miano księżniczki... Bo tak zostały wychowane. Czy warto więc ją hodować w domu?

Bo ani lody z Włoch,
ani puchowe kołdry,
ani żółte słonie
nie cieszą księżniczek tak bardzo
jak dobry przyjaciel.

Prosta historia i niezbyt porywająca narracja (obok tłumaczenia), a na pewno - niezbyt dynamiczna -  powtarzają znany schemat wychuchanej dziewczynki, która cierpi na jakąś przypadłość. Książka ta nie urzekła mnie jednak opowiedzianą historią, a tym jak pokazany został świat "księżniczek" i "dworu królewskiego", który odbiega od lukrowanych wizji "dobrze ułożonych" panienek.

Nie ma tu landrynkowego różu, a księżniczka przypomina mi kobiece postaci z portretów Modiglianiego.Ilustracje to świetnie skomponowane kompozycje (chciałabym móc je oprawić, powiesić na ścianie i delektować się nimi),  gdzie zaskoczyć może nas znaczenie drobnego rekwizytu ukrytego na stronie, szlachetna prostota i urok charakterystycznej kreski Eleny Odriozola (kilka jej prac do zobaczenia tutaj). Dostojne twarze, długie szyje, szczypta nonszalanckiego dowcipu i urokliwe gesty postaci. Ta książka uwodzi mnie swoją elegancją, figlarnym humorem, tak jak oczarowała mnie Elena Odriozola (choć nie znam hiszpańskiego:) swoją warsztatem, opowieścią i książkami, które pokazuje.




"O księżniczce, która bez przerwy ziewała" Carmen Gil, il. Elena Odriozola, przeł. Beata Haniec. Wydawnictwo Tako, Toruń 2011.

inne prace Eleny Odriozola:





Brak komentarzy: