16 października 2012

Korczak




Dziecko nie może myśleć «jak dorosły», ale może dziecięco zastanawiać się nad poważnymi zagadnieniami dorosłych; brak wiedzy i doświadczenia zmusza je, by inaczej myślało
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko





Ostatnia niedziela była moją pierwszą (od dwóch miesięcy) bez Korczaka. Dziwnie mi z tym, bo pomimo świadomości, że  "wszystko mi się kojarzy" (np. z "Prawem dziecka do szacunku"), to i tak co rusz mam ochotę pacyfikować działania dorosły cytatami choćby z "Prawideł życia".


Przez prawie dwa miesiące, przy okazji wystawy "Jako kochać dziecko" i spotkań w Małym Kinematografie starałyśmy się pokazać Janusza Korczaka z "innej" strony. Zamiast martyrologii i powtarzania  zaklęć o poświęceniu się dla dzieci - pokazanie twórcy „Króla Maciusia Pierwszego” jako marzyciela i praktyka, wcielającego w  życie ideę miłości i szacunku do najmniejszych.



Wszystkiemu co działo się w Muzeum Kinematografii przyświecał ważny cel: pokazać Korczaka z różnych perspektyw. Dla dorosłych - wystawa poświęcona dwóm filmom i dwóm twórcom obrazu Korczaka (Wajda i Ford). Dla dzieci i dorosłych - wystawa ilustracji,  specjalna przestrzeń, spotkania, warsztaty, rozmowy, bajki i spektakle Teatru Telewizji. I do tego katalog, za który jestem wdzięczna tym, którzy przyczynili się do jego powstania. 

Od 6 sierpnia do 7 października (symboliczne daty w życiorysie Korczaka) dzieci i dorośli  mogli zwiedzać  wystawę „Jak kochać dziecko. Ilustracje Iwony Chmielewskiej i Gabrieli Cichowskiej” . Na wystawie pokazywałyśmy nie tylko ilustracje ze znanego "Pamiętnika Blumki" Iwony Chmielewskiej, ale świetne prace Gabrieli Cichowskiej z  niepublikowanego jeszcze „Ostatniego przedstawienia Panny Esterki” (tekst: Adam Jaromir), a także dziecko jako odbiorcę gotowego do przyjęcia pewnej wiedzy o Korczaku, jego losach i historii. 
Niektórzy zakładają, że to temat "nie dla dzieci", ja widzę, że ilustracje pokazujące scenę budowania muru wokół getta i wielkie oczy dziecka jedzącego macę to punkt wyjścia do  przekazania słów, które nie będą pusto brzmiącą historią. 






Wystawa ilustracji została przygotowana  z myślą o najmłodszych – prace powieszone zostały na wysokości wzroku dziecka, na różnych poziomach, tak, jak różne były dzieci odwiedzające wystawę. Dodatkowo, obrazom towarzyszyły podpisy z książek i cytaty z pism Korczaka. Dorosły, aby je przeczytać (sobie i dziecku) musiał przykucnąć, przyjąć perspektywę dziecka do czego tak zachęcał autor „Prawideł życia”.

Celem wystawy „Jak kochać dziecko” było pokazanie  –  i dziecku, i dorosłemu – Janusza Korczaka w towarzystwie tych, którym poświęcił wszystko co miał. Dzieciom został przekazany obraz i tekst, które w sposób szczególny łączą się ze sobą, by zasiać pasję odkrywania, zadawania pytań i szukania odpowiedzi. Kim był Janusz Korczak? Czym był „Dom Sierot”? Co to znaczy, że dziecko ma prawo być tym, kim jest? Kim są Żydzi?

 


W przestrzeni wystawowej pojawiły się także wielkoformatowe postaci z „Pamiętnika Blumki. Dla najmłodszych przygotowano specjalne miejsce z  poduchami, któremu patronował roześmiany Kocyk z Domu Sierot. W otwartych walizach na dzieci czekały kartony, kredki i specjalne katalogi, na których mogły oddać swoje emocje związane z zetknięciem się z Korczakiem (rysunki, mazanie, bagranie i twórczość wszelaka!).  Katalog był jednocześnie, po rozłożeniu, dużym plakatem przenoszącym motyw z „Pamiętnik Blumki”. To prezent dla wszystkich odwiedzających, mała część wystawy, która mogła zostać zabrana do domu. Tak jak pamięć o słowach Korczaka.





Specjalne, symboliczne krzesełeczko wraz z walizką pełną książek („Pamiętnikiem Blumki” i powieściami Janusza Korczaka) czekały na wszystkich, podobnie jak postać Korczaka stojącego w oknie i podlewającego symboliczne pelargonie. Zapraszały do zatrzymania i chwili refleksji.
Przeniesienie pewnych sytuacji z ilustracji w przestrzeń wystawową miało ożywić ją dla dzieci, uatrakcyjnić, zaangażować i pozwolić na przeżycie historii, która odsłaniała się dla każdego na tyle, na ile był na to gotowy.





Ale to nie wszystko. W każdą niedzielę sierpnia i września od dnia otwarcia wystawy, w sali kinowej Muzeum Kinematografii w Łodzi odbywały się specjalne edycje spotkań „Czytanek przed ekranem”, poświęcone dorobkowi Janusza Korczaka.   
Czytałam, a częściej opowiadałam losy Króla Maciusia. Zastanawialiśmy się nad tym, czy trudno jest rządzić krajem i innymi ludźmi. Skąd brać pieniądze na realizację naszych marzeń, czy da się zaspokoić oczekiwania wszystkich ludzi i dlaczego rozdanie czekolady każdemu dziecku jest tak skomplikowane. Zastanawialiśmy się nad tym, nad czym myślał Król Maciuś na wyspie bezludnej - czym jest myślenie, skąd się biorą myśli w głowie i jak nad nimi zapanować. 
Momentami było ciężko połączyć doświadczenia dwu, trzylatka i jedenastolatki (która już była znudzona samym hasłem "Korczak"), ale głośna lektura wybranych fragmentów i zabawy, dla których tekst był punktem wyjścia udowadniały, że jednak powieści te nie są tak archaiczne, jak niektórzy podejrzewają i ciągle dotykają spraw aktualnych.










Nie wszyscy wiedza, że  "Kajtuś Czarodziej" dedykowany jest "chłopcom niespokojnym, którym trudno się poprawić" i jest bardzo symboliczną opowieścią o dorastaniu do wolności i odpowiedzialności za swoje czyny (czy "Harry Potter" także?).
"Bankructwo małego Dżeka" stało się punktem wyjścia do dyskusji o roli pieniędzy w naszym życiu, sposobach na zarabianie, a nawet dowodem na to, z jaką uwagą kilkulatki śledzą otaczającą rzeczywistość (czas afery Amber Gold). Rozmawialiśmy o ekonomii (jak za to, czego zwykle mało zdobyć tego, czego chcemy zwykle dużo), reklamie (gdzie są granice autopromocji) i byciu przedsiębiorczym (podejrzewam, że niektórzy czują się natchnieni do jakieś własnej działalności ;) 
Przy okazji kolejnych lektur powieści Korczaka wyłapywałam kolejne cytaty, które później "same się narzucają"

Tak, i dorośli mają w swoich książkach i pismach obrazki, ale nie wypada, żeby dorośli patrzyli na obrazki jak dzieci, więc je nazwali inaczej - mądrze: ilustracje "Bankructwo małego Dżeka"

I jak twierdzić, że Korczak się zestarzał?
Wszystkie wydarzenia były także okazją do ponownego spotkania  z "Pamiętnikiem Blumki" i opowieści o historii Łodzi - spotkanie z autorką "Bezsenności Jutki", Dorotą Combrzyńską-Nogalą. 

Podczas ostatniego spotkania, 7 października, razem z ilustratorką, Gabrielą Cichowską, dzieci zajmowały się swymi symbolicznymi walizkami, w które tak wierzył Korczak. Bo chyba we wszystkich jego działaniach widać przekonanie, że  przez całe nasze dzieciństwo pakujemy do nich swoje doświadczenia, które towarzyszą nam przez całe życie. Szkopuł w tym, aby były one wsparciem, nie ciężarem.  






Wierzę w to, że do tych "walizek" niektórych uczestników warsztatów trafiło skojarzenie Korczak=ktoś WAŻNY. I nawet jeśli zdarza się im powiedzieć babciom o "doktorze Kurczaku", to zaraz dodają, że tłumaczył dorosłym jak kochać dzieci i że był dobry. Liczę na to, że kiedyś odkryją więcej na jego temat. Bo to chyba lepszy punkt wyjścia niż zaklęcia o poświęceniu, śmierci, heroizmie. 

A na koniec jeden z moich (wielu!) ulubionych cytatów:
Dorosłym zdaje się, że dzieci nie dbają o zdrowie, gdyby ich nie pilnować, powypadałyby wszystkie z okien, potopiłyby się, przejechałby je samochód, miałyby powybijane oczy, połamałyby nogi, miałyby zapalenie  mózgu i płuc - i już sam nie wiem, jakie różne choroby.
Ale nie. Dzieci zupełnie tak samo, jak dorośli, chcą być zdrowe i silne, tylko nie wiedzą. Jeśli wytłumaczyć, pilnują się. Tylko nie wolno straszyć zanadto ani  za wiele zabraniać. "Prawidła życia"



Partnerem projektu było wydawnictwo W.A.B,  Literatura i Gimpel Verlag. Dziękujemy. 

9 komentarzy:

Pani Zorro pisze...

No i bardzo ładnie :)

Małgosia pisze...

Super!!

Fantazjana pisze...

Po raz kolejny żal, że Łódź tak daleko od nas:(( Pięknie i głęboko, satysfakcja musi być ogromna; gratuluję!!!

poza rozkładem pisze...

:)

ag pisze...

ojej, a jak się tworzy taką symboliczną walizkę według doktora korczaka? chciałabym wiedzieć :))) pozdrawiam znów!

poza rozkładem pisze...

A o którą konkretnie chodzi? Bo każda była unikatowa :)

ag pisze...

chodzi o tę symboliczną, samą ideę "walizki" - jak rozumiem dzieci tworzyły sobie jakiś bagaż, na czym to polegało?

poza rozkładem pisze...

Idea "walizeczki" dotyczyła zeszytu-pamiętnika, w którym Gabrysia Cichowska każdemu dziecku wkleiła cudną, kolażową walizeczkę
(wykonaną podobną techniką jak część jej ilustracji z wystawy).
Rozmawialiśmy o tym, że "do niej" mogą pakować swojej wspomnienia z dzieciństwa. Z tego co TERAZ jest dla nich ważne.
Więcej o tym spotkaniu:
http://czytaniewlodzi.blogspot.com/2012/10/niedziela-z-maym-kinematografem-i_7.html

ag pisze...

wow, świetne :) dziękuję!