2 listopada 2017

Ma być czysto




Jestem „w poszukiwaniu” książek dla młodszej młodzieży. Z „młodszej” zawędrowałam ku czternastolatkom, stamtąd już niedaleko do piętnastolatków i tegorocznej nagrody Conrada. „Ma być czysto” Anny Cieplak.



Moje pierwsze pytanie po odłożeniu tej książki (w trakcie czytania wątpiłam jeszcze w istnienie redakcji i korekty tekstu): czy nie było lepszej do Nagrody Conrada? Potem doczytałam, że o wyborze decyduje ilość nadesłanych głosów. Wszystko jasne?

Chciałabym napisać, że pasja do „dawania świadectwa” i głosu  tym nie słyszanym (chwalebne) to jeszcze nie jest (dobra) literatura. „Ma być czysto”  z ambicjami dokumentu – utrwalenia obrazu życia tych  nie-widzianych to jednak książka ważna. Ważna, zwłaszcza w kontekście tego, co „rodzimi” (zawodowi) twórcy podsuwają „gimbazie” (która zaraz odejdzie w zapomnienie).  Tylko dla kogo jest ta książka?

Rozważając „kupić-nie kupić” zastanawiałam się czy to książka „dla” (mniej więcej) piętnastolatków  czy „o” nich, dla „dorosłych”, którzy choć sobie poczytają o świecie, którego nie widzą (nie chcą?). Skoro (jednak) to drugie, to cała dość karkołomna konstrukcja fabularna wygląda na realizację idei pt. „otworzę Wam oczy”, a więc intencję pisania powieści „z tezą”. Jaką?

„Ma być czysto”  opiera się na zderzeniu dwóch światów i „warstw społecznych: życia piętnastoletniej Oliwki, która opiekuje się młodszym rodzeństwem, „mieszka” z ojczymem w kamienicy scharakteryzowanej przez klatkę „pachnącą szczochami” i życia Julii –  dziecka  umownej (aspirującej) „klasy średniej”. Ta druga dziewczyna zostaje  mało prawdopodobnie „przeprowadzona” do gorszej szkoły w pogoni za lepszą cenzurką na koniec gimnazjum.  

Książka zadedykowana „Dziewczynom, o których mówi się źle” ma jeszcze inne bohaterki: Magdę (Magdo-Tata) – macochę Julii (w pokoleniowym rozkroku pomiędzy swoim partnerem a rocznikiem  jego córki) i czarny charakter drugiego planu: Elę-Exelę, stereotypową rozwiedzioną „ex”żonę –  tyranizującą matkę Julii.  Są jeszcze dość pośpiesznie i topornie nakreślone sylwetki trzeciego planu: koleżanki-intrygantki z gimnazjum („Airmax-iary), nieobecna matka Oliwi przybywająca z „NRD” (Niemieckiego Raju Dziadków i Babć),  „na miejscu” jedynie dzięki kolejnym przypadkowym (?) ciążom, zaradna babka, wyluzowana Ania – pracowniczka MOPSu  (okołotrzydziestolatka, koleżanka Magdy).

Obok nich , trochę z innych światów, przybywają chłopcy, chłopacy, mężczyźni (?) – czyli Ci więksi i starsi. Dobroduszny „Chomik” – Dawid, sąsiad Oliwki z klatki (a więc mieszkaniec/więzień tej samej „bańki” społecznej),  zadbany, gotujący – feminizujący, słaby pomiędzy silnymi kobietami Maciek (ojciec Julki), Rychu – Rysiek (ojczym Oliwii), który na zawsze będzie już dla mnie tym „zapuszczonym”, w rozciągniętych majtkach, „Nowy” – Karol, który z kandydata „na” awansuje na upragnionego chłopaka Julii.

„W ma być czysto” od wszechwiedzącego narratora (skoro to „literatura” odklejam go od doświadczeń zawodowych i życiowych autorki – pracowniczki świetlicy Krytyki Politycznej) dostajemy opowieść o zderzeniu światów. Początkowo wydaje się, że głównymi bohaterkami są Oliwia i Julia (i to im powinna konsekwentnie towarzyszyć narracja, ale wszechwiedza narratora kończy się przed bramami Ośrodka Wychowawczego). Ta pierwsza bohaterka ginie z pola widzenia. Pozostaje Julia „z lepszego świata”, zafascynowana tym „niegrzecznym”. 

Na scenę wkracza także coraz bardziej ekspansywnie jej „macocha”, jeszcze pamiętająca okres swego buntu, diagnozująca stan piętnastolatków. Próbuje dyskretnie i nie namolnie wspierać, zamiast kontrolować (taki ideał luz-matki).  Jej losy i postawa uzasadniają przemyślenia o współczesnych rodzinach, rozwodach, ex-żonach, modelach życia i pracy, o tym, co publiczne i prywatne, o kryzysie sprawiedliwości i solidarności społecznej, o mechanizmach segregacji ekonomicznej i kulturowej.

W „Ma być czysto” dostajemy okruchy folkloru „gimbazy” i „tych, gdzieś tam” z marginesu, piosenki, gry, wyzwania, rys środowiska i czasu, do którego najczęściej „dorośli” nie mają dostępu.  Do tego przypadkowa inicjacja (koniecznie do zaliczenia), ciąża urojona (albo i nie), echa obelgi pt. „gej” (bo ma fryzurę a la Bieber), trawa, Żubrówka, dopalacze, faszyzujący Karol raz onieśmielony „cudowną-dziewczyną-nie-dla-niego”, raz „nowy patriota” gardzący kobietami – karykaturalny gwałciciel, który nie może się zdecydować czy jest „z natury zły” czy totalnie niedojrzały i zagubiony. I bardzo istotne: lajki, Snap, „wirtualna” rzeczywistość, która jest „tą bardziej”. Wcale nie równoległą, tylko tą ważniejszą.

Bohaterowie i ich losy to okazje do diagnoz „frakcji MOPSiaków” i reszty zasobnego świata odwróconego … tyłem (subtelnie rzecz ujmując). Znowu mam wrażenie (jak przy „Obronić królową”), że są po to, by pomieścić wszystkie problemy i nonsensy świata (choćby instytucji powołanych do pomocy). Uwiarygadnia ich język, detale i rekwizyty, zgrabnie budowany rys psychologiczny postaci. Ale nie wiem czy Cieplak będzie „drugą  Masłowską”.

Tak jak piętnastolatkowie prowadzą „życie publiczne” w różnych sieciowych kanałach, tak „Ma być czysto” postanawia je raz jeszcze – przefiltrowane i podrasowane – upublicznić. Dać znak czasu (dziś już przeszłości). I to nie dla nastolatków. Ale dla tych co „poza”, „z boku”, „z góry” i „z dala” drabiny społeczno-ekonomicznej. Po co? 

Czy dość ckliwe zakończenie z tym, „szkoda, że nie jest to fikcja” jest wołaniem do otwarcia oczu? Przecież nawet sama Magda – aktywistka pozostaje obojętna, wyjeżdżając „ze swoim światem” na wakacje. „Nic” się nie zmienia. „Wszystko” kręci się dalej.  Tylko i dla Oliwii, i dla Julii znaczy to coś zupełnie innego. Czy następuje jakieś zrozumienie? Może i tak, ale nie gwarantuje to zmiany.  Co jest ambicją „Ma być czysto”? Dokumentalna diagnoza:  Bieda zostaje reprodukowana. Klasy społeczne istnieją?!

Droga czytająca klaso średnia: jeśli sięgniecie po „Ma być czysto” najpierw pogadajcie z swoimi dziećmi o „Klasy społeczne istnieją”. I nie tylko pogadajcie.



„Ma być czysto” Anna Cieplak. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2016.


2 komentarze:

Mama pisze...

Przeczytałam "Ma być czysto" w trudnym momencie życia, które przerosło książkę. Byłam zawieszona pomiędzy instytucjami, często formalnie sztywnymi, często szukającymi po omacku, ale jednak wspierającymi. Otrzymałam wielkie wsparcie ludzi, którzy pracowali pod szyldem instytucji. Założyłam, że autorka z bagażem doświadczenia społecznego jednak mówi coś, o czym wie. Trudno mi oceniać, bo byłam w środku cyklonu ratując Dziecko. Nie ma mowy o spojrzeniu z dystansem, ale uwierał mnie wiek autorki, gdy lekką ręką podważała kompetencje instytucji. Wiem, że czytało książkę moje Dziecko - nie dostało jej ode mnie. Życie udowodniło, że dziecko powinno mieć do kogo się zwrócić, jeżeli zawiodą najbliżsi, a tę pewność ktoś podważył.

poza rozkładem pisze...

Czytam, że Twój sprzeciw budzi postawienie w złym świetle instytucji z zadaniem wspierania. Rozumiem więc, że jednak książkę traktujesz jako swego rodzaju dokument - świadectwo?
I nakładasz na autorkę obowiązek odpowiedzialności za słowo - zwłaszcza w kontekście przywołanej przez Ciebie osobistej sytuacji?
Książkę czytało Twoje Dziecko - tylko chyba autorka założyła dorosłego czytelnika? I - jak podejrzewam - wpisana jest w tę książkę intencja "otwarcia oczu" dorosłym... Może także instytucji, która pewnie i czasem nie wypełnia swych zadań?

To, co napisałaś (dziękuję!) jest chyba argumentem o przypisywanie takiej literaturze funkcji społęcznych. Czy słusznie?