28 lutego 2014

Dziewczynka z cienia

Ta książka was zaskoczy. Tym, co się kryje za okładką. I jak wpisuje się w serię wydawniczą "Mały koneser".






"Dwie siostry" raczej milczą o tej książce, cześciowo tylko zapowiadając niespodziankę: "Jan Karp i Marta Ignerska brawurowo mierzą się ze słynnym obrazem Andrzeja Wróblewskiego". Czego się więc spodziewać po "Dziewczynce z cienia"?

Niespodzianki. Ukrytej w formie. 
Lakoniczności, która o wiele bardziej do mnie przemawia niż przegadane 
wcześniejsze książki z tej serii.
Mądrego myślenia całościowego o książce i zapętlonej (jak sądzę) współpracy 
autora tekstu i autorki koncepcji graficznej. 
Tego, że właściwie cała książka staje się obrazem. Do czytania.
"Dziewczynka z cienia". Poruszająca.


Sebastian Cichocki bardzo ładnie i sugestywnie napisał o twórczości Wróblewskiego: "jego obrazy wydają się krzyczeć albo płakać". A książka podąża za tonem uczuć, które wywołuje twórczość autora "Rozstrzelania surrealistycznego". W "Dziewczynce z cienia" nie da się wyłączyć tekstu. Odzielić słowa od obrazu. Nawet "typografia" jest cześcią obrazu. Odręcznie pisanego.




Andrzej Wróblewski widział swoje malarstwo jako zaangażowane społecznie i politycznie - tak o nim piszą krytycy. Na obrazie, który stał się isnpiracją dla powstania książki, znajdziemy motywy obecne i w innych jego pracach. Ciało jako przedmiot, umieranie rozpisane na kolejne  kadry, widoczne z różnych perspektyw. Ruch. Człowiek rozpadający się, podlegający deformacji. Utrata koloru i rozpad ciała. Człowiek i jego cień, na kolejnych etapach rozstrzelania i rozkładu.
Tego nie da się uchwycić spustem migawki. Choć współczesna fotografia nie boi się utrwalania śmierci. Wojny ludzko-ludzkiej. A może nawet tym epatuje.  Pełna jest śmierci. W obrazie Wróblewskiego ten akt zostaje podzielony na kolejne kroki, sekwencje, grymasy. Pomiędzy sztuką a życiem. I o tym opowiada "Dziewczynka z cienia"

Książka Jana Karpa i Marty Ignerskiej także składa się z kadrów i sekwencji. O człowiek rozpadającym się. Tylko bohaterem staje się nieoczekiwanie ktoś inny,wypchnięty poza ramę/kadr obrazu.
Narratorką w tekście Karpa jest dziewczynka, której monolog, nie wystrzegający się (celowych) błędów, wyraźnie stylizowany, prowadzony w naiwnym tonie prostej relacji, prowadzi nas przez kolejne sekwencje związane z pozowaniem do obrazu. A właściwie przez to, co dzieje się "poza sztuką".
Dziewczynka opowiada o swojej rodzinie, jedzeniu, które udało się kupić, pozowaniu i towarzystwie innych modeli. Relacjonuje krótką rozmowę z koleżanką z podwórka, spotkanie z kolegą taty, który także pozuje do obrazu.









I to cień upchnięty już prawie poza kadrem pracy staje się początkiem do opowiedzenia historii o tych, którzy niezakorzenienie w konkretnym czasie i miejscu (w dziś?) znaleźli się także poza kadrem zliftingowanej "rzeczywistości". Cień jest klamrą, która spaja.

Zagłębiając się w książkę Jana Karpa i Marty Ignerskiej wyczujecie biedę i  głód, przemoc i alkohol, zatęchły zapach nie-posiadania. Mam wrażenie, że pokazują współczesnych "żydów" świata zapatrzonego w ładność. Degradację człowieka w biedzie, obok wygładzonej współczesności.

Niebiesko-brunatno - zielona, trupia tonacja obrazu Wróblewskiego staje się u Ignerskiej czarno-białą grubociosaną i "brudną" kreską, dopełnianą fluorescencyjnymi - krzykliwymi barwami. Jaka jest ich rola? Co przywołują abstrakcyjne kompozycje - nawiązanie do sztuki? Czy historię biedy, przemocy i choroby, która stała i udziałem Kobro i Strzemińskiego oraz ich córki?
Dlaczego?



Dlaczego w tekście Karpa postać matki - ofiary ubierana jest w męską marynarkę (i jak się ma do tego trop wspólnego płaszcza Wróbleskiego i malowanych przez niego postaci), podczas gdy Marta Ignerska epatuje picassowską, przywołującą motywy ze sztuki pierwotnej, kobiecością?

"Dziewczynka z cienia" budzie wiele pytań.
Także o wojnę, którą ludzie toczą przeciwko ludziom na co dzień. Tę, która znajduje się poza kadrem współczesności.
Wyciąga z cienia i stawia nas oko w oko z pytaniem o biedę, przemoc, chorobę, rozpad człowieka niezależny od miejsca i czasu urodzenia. Z pytaniem o rolę sztuki. I ta ksiażka wydaje się krzyczeć albo płakać. Całkiem jak obraz Wróblewskiego.











.
Wydawnictwu Dwie Siostry dziękuję za "Dziewczynkę z cienia"


"Dziewczynka z cienia" tekst: Jan Karp, ilustracje i projekt graficzny: Marta Ignerska. Wydawnictwo Dwie Siostry, 2014. Wiek: 12+

6 komentarzy:

Maciej Gierszewski pisze...

czaję się od jakiegoś czasu; widać, muszę kupić.

poza rozkładem pisze...

Widać tak :)

Pani Zorro pisze...

Właśnie: dlaczego i po co? ;-)

poza rozkładem pisze...

Pytasz o matkę czy o abstrakcyjne formy, które się pojawiają? Bo o pytanie "po co" ta książka Cię nie podejrzewam ;)

Jeśli o to pierwsze (i drugie) - nie chcę relacjonowac fabuły, bo obdarta z nawinego, stylizowanego języka dziecka traci swą siłę.
Figura matki jest znacząca w opowieści, siła archetypicznej kobiecości także. A Marta Ignerska albo wydobywa to z tekstu, albo dodaje ten komentarz od siebie (wbrew gestom postaci z opowieści).
Tym ciekawsze to, robi z formą z książki, sygnalizując w różnych momentach pytanie o rolę obrazu (i sztuki).
Czym jest obraz? Tutaj każdy kto zagląda do tej ksiażki ma chyba czuć się wywołany do opowiedzi.
Czujesz się?

Jan Rusiński pisze...

Ja mam pewne wątpliwości czy to jest obraz, o którym powinno się pisać dla dzieci. Mam nawet wątpliwości, czy to jest obraz o którym powinno się pisać w ogóle. Jest taka scena w Całej jaskrawości chyba, pretensjonalna jak wszystko u Stachury, o tym, że czasem nie można nic powiedzieć, już lepiej zacisnąć zęby na metalowej poręczy na moście

poza rozkładem pisze...

Co do zdania 1 >> ja mam wątpliwości, czy o odbiorcy 12+ można myśleć (ostatecznie) jako o dziecku. Zwłaszcza w kontekście tego, co na co dzień widzi dookoła i na ekranach.

A "czy to jest obraz, o którym powinno się pisać w ogóle"?
Też mam takie wątpliwości, ale dotyczą one pomysłu całej serii "Mały koneser". Bo każda z tych książek próbuje stworzyć opowieść "do" obrazu. Czy to słuszne?
Nie wiem.
Ale akurat "Dziewczynka z cienia" jest dla mnie jedynym tytułem z tej serii, który może być wprowadzeniem (?), przygotowaniem (?) preludium (?) do obrazu Wróblewskiego (nie tylko tego, który widzimy na okładce). Opowieść (wizualna i narracja tekstowa) nie sili się na opowiedzenie obrazu, a raczej zadaje pytanie o ten obraz przeniesiony "w tu i teraz". Pyta także o rolę sztuki (jak mi się wydaje).

>>o tym, że czasem nie można nic powiedzieć, już lepiej zacisnąć zęby na metalowej poręczy na moście<<
a nie masz wrażenia, że takie to uczucie powtarza także książka?

Fajne początki bloga - tylko poproszę o opcję "obserwuj" niekoniecznie tylko przez g+ :)